Najgorsze ,a raczej nie ,bo bywało gorzej, jest to że codziennie chce sobie ogarnąć wszystko, wiecie, w domu, pokój, siebie, może jakieś ćwiczenia ,ale widzę to całe "wszystko" w wyobraźni ile muszę zrobić.. ile powinnam zrobić.. 

Przerasta mnie.

I nie robię nic.

Prokastynuje dalej. Nie umiem tego wyłączyć 

I czemu codziennie jestem zmęczona ? Nic takiego nie zrobiłam.. NO WŁAŚNIE 

Każdego dnia nie robię nic takiego, co by rozpaliło ogień w mojej duszy, codziennie jest tak samo.. tak samo podobnie.. nie robię nic co by mnie ucieszyło, nic co bym chciała, nic nowego, żadnych przygód, wyzwań, nowości, pasji..  pragnienia, tylko mętna woda.. a jaka powinna być , czysta, tętniąca życiem.. to nawet powinien być wodospad , a nie woda z glonami w zamkniętym basenie na terenie zaniedbałej działki. 

Zrozumy się, ta zaniedbana działka to ja, a woda to moje wnętrze..